Ja uciekłem hen, precz,
Do rajskich motyli.
Patrzę...
One lecą..., obsiadając czubki
Naszych nosów, bo
Byli tam i inni nasi znajomi.
...
Przyjdzie nam taki czas,
Padnie zmrok.
Widzę...
On pochłonie nas i rajskie
Nasze motyle, tak, że nie
Spostrzeżemy czubków naszych nosów.
...
W ten nieznany mi czas pamiętaj,
Że siebie znaliśmy.
I, proszę, mów mi- znajdziemy siebie-
Tak jak nas rajskie znalazły motyle.
Jeśli miałbym porównywać z czymś zapach miłości, porównałbym go z zapachem kwitnącej wiśni.
Translate
poniedziałek, 30 grudnia 2019
niedziela, 29 grudnia 2019
Złota klatka
Zleciałem na wielką,
Jarzacą się w nocy ciepłem,
Polanę, a ta... wielka, lub na taką
Wyglądała tylko w nocy,
Że można się było zgubić...
I patrzyłem w jej jarzące się oczy...,
Patrzyłem, szedłem...
A ze mną szli ludzie tacy,
Co noszą długie do kolan płaszcze
I tacy też, co ubierają pociemniałe od siebie
Sukienki...
Byli tak daleko...
To było tak wielkie,
Że nikt na siebie nie wpadał.
Jarzacą się w nocy ciepłem,
Polanę, a ta... wielka, lub na taką
Wyglądała tylko w nocy,
Że można się było zgubić...
I patrzyłem w jej jarzące się oczy...,
Patrzyłem, szedłem...
A ze mną szli ludzie tacy,
Co noszą długie do kolan płaszcze
I tacy też, co ubierają pociemniałe od siebie
Sukienki...
Byli tak daleko...
To było tak wielkie,
Że nikt na siebie nie wpadał.
Mający skrzydła
Mając skrzydła,
Patrzę na wielkie,
Rozciągłe aż tam w dal...
Przestrzenie boże, które dziś
Właśnie pokryją się dla nas nocą...,
Tak mówią...
Ta rozciągnie się wokół naszych głów.
My...,
Boży badacze tego, co nigdy
Ma się nie wydarzyć,
Trzymamy w dłoniach swe małe,
Skitrane po kieszeniach lornetki
Ze szczerego złota...,
Które ktoś nam dał, pamiętam...,
Gdy nie patrzył Bóg.
Patrzę na wielkie,
Rozciągłe aż tam w dal...
Przestrzenie boże, które dziś
Właśnie pokryją się dla nas nocą...,
Tak mówią...
Ta rozciągnie się wokół naszych głów.
My...,
Boży badacze tego, co nigdy
Ma się nie wydarzyć,
Trzymamy w dłoniach swe małe,
Skitrane po kieszeniach lornetki
Ze szczerego złota...,
Które ktoś nam dał, pamiętam...,
Gdy nie patrzył Bóg.
Obserwacje
Gdzieś tam, słuchaj...,
W ciemnej, soczystej dali...
Patrz ze mną.
Patrz, bo za wielką szybą
Świata możemy
Wypatrzeć gwiazdy.
...
A gdy już je zobaczysz...,
Mów mi o nich
I mów wszystkim tym,
Którzy nocą wpatrują się sami
W górę..., szukając
Widzących ich oczu.
W ciemnej, soczystej dali...
Patrz ze mną.
Patrz, bo za wielką szybą
Świata możemy
Wypatrzeć gwiazdy.
...
A gdy już je zobaczysz...,
Mów mi o nich
I mów wszystkim tym,
Którzy nocą wpatrują się sami
W górę..., szukając
Widzących ich oczu.
sobota, 28 grudnia 2019
Gdzie dzień styka się z nocą
W odległych czasach gwiazd...
Szukamy lasów...
I wielkich drzew,
Na które będą mogły wspinać się
Aż tam małe dzieci.
...
Mijamy całe przestrzenie rosłe...,
Których nie objąłby nam żaden
Pan, ani żadna jakakolwiek pani.
Jest ciemna noc, widzę...,
A, gdy wzejdzie słońce,
Przyjdą ci mali, co nie gościli za długo
W świecie dużego człowieka.
Szukamy lasów...
I wielkich drzew,
Na które będą mogły wspinać się
Aż tam małe dzieci.
...
Mijamy całe przestrzenie rosłe...,
Których nie objąłby nam żaden
Pan, ani żadna jakakolwiek pani.
Jest ciemna noc, widzę...,
A, gdy wzejdzie słońce,
Przyjdą ci mali, co nie gościli za długo
W świecie dużego człowieka.
Worek z dobrą twarzą
W przeddzień zimnej
I ludziom długiej nocy...
Znalazłem starą panią.
Ta szła w ciemniejące chwile do domu...,
A sprzedawała i mi,
I innym z nas twarze.
Dziś jednak... całkiem nie wziąłem
Pieniędzy.
I nie mogłem kupić tej właśnie konkretnej,
A była ładna, z odrobiną litości
Na ustach, w oczach i nieco na policzkach.
...
I poszedłem do domu,
Ciemniało...
I nastawał zmierzch.
I ludziom długiej nocy...
Znalazłem starą panią.
Ta szła w ciemniejące chwile do domu...,
A sprzedawała i mi,
I innym z nas twarze.
Dziś jednak... całkiem nie wziąłem
Pieniędzy.
I nie mogłem kupić tej właśnie konkretnej,
A była ładna, z odrobiną litości
Na ustach, w oczach i nieco na policzkach.
...
I poszedłem do domu,
Ciemniało...
I nastawał zmierzch.
Pierwszy i ostatni
W niepoznane i innym ludziom
Ni gwiazdom też noce,
Zbudowałem swój duży samolot,
By przeniósł mnie
On w me marzenia senne...,
Tułające się w zmęczonych
Oczach nad ranem.
...
On mnie wzniósł,
Ja leciałem..., jakby rzucony
Czyjąś silną ręką.
A w końcu, nie widząc ludzi,
I siebie nawet nie widziałem.
Dokładnie sprawdzając, szczęście,
Nie zabrałem lustra.
Ni gwiazdom też noce,
Zbudowałem swój duży samolot,
By przeniósł mnie
On w me marzenia senne...,
Tułające się w zmęczonych
Oczach nad ranem.
...
On mnie wzniósł,
Ja leciałem..., jakby rzucony
Czyjąś silną ręką.
A w końcu, nie widząc ludzi,
I siebie nawet nie widziałem.
Dokładnie sprawdzając, szczęście,
Nie zabrałem lustra.
Subskrybuj:
Posty (Atom)