I jako na górze,
Tak w ukos, na dole
Przez wschód - na południe,
W zachód - parasole.
Z ulewy
Po wichrów zawiłe włóczenia,
Pikując w promienie...,
Wnet runą do cienia.
Nad pchlimi domkami,
To nade fortece -
To mkną parasole, patrz!
Z nimi polecę.
Był taki, co upadł,
Złożony niedbale.
Co leżał po cichu...
I z nim poleżałem.
Był inny nad brzegiem
Łez wzbranym padołem.
Gdzieś musiał dopłynąć.
Gdzieś z nim dopłynąłem.
Parasol piorunem był
Spalon doszczętnie.
Zaś inny parasol był
Drogi Królewnie,
Co tę, wybierawszy go,
Niby... mijałem.
To bujda, po cichu...
Wraz z nią wybierałem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz